Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
III - Cząstka prawdy


Księga

.:Zobacz:.
.:Wpisz się:.

1254

Archiwum

2011
Listopad
Październik
Wrzesień




Dodaj do Ulubionych


Ulubieni





Linki



















blog4u.pl







04:03:30 15/11/2011

III - Cząstka prawdy

Gdy ujrzałam twarz kuzyna w moich oczach od razu zawitały łzy radości. Chciałam go uściskać, lecz zawroty głowy skutecznie mnie powstrzymały. Nie widziałam go tyle lat!
- Cześć kuzynko - uśmiechnął się zatroskany. - Jak się czujesz?
- Łeb mi pęka - odpowiedziałam z trudem. Nagle, jak na potwierdzenie moich słów zalała mnie kolejna fala bólu.
- Za godzinę wszystko powinno minąć - powiedział mi, łapiąc mnie za rękę. Uśmiechnęłam się lekko, mając nadzieję, że jego słowa się potwierdzą.
- Co się z tobą działo? - Zapytałam, gdy minął kolejny atak bólu. - Myśleliśmy, że nie żyjesz... - Przerwałam na chwilę. - Raine mówił, że widział jak cię  dorwali.
- To długa historia - odpowiedział lekko zmieszany. - Opowiem ci wszystko później, dobrze? - Potaknęłam w odpowiedz. Przez ten ból głowy i tak nie miałabym siły słuchać jego wyjaśnień. 
- Trzymam cię za słowo - pogroziłam mu palcem uśmiechając się lekko. - A teraz... - Przerwałam na chwilę. - Nie myśl, że cię to ominie... - Wtrąciłam, a kuzyn uśmiechnął się lekko. - Gdzie ja jestem? I gdzie się podziali ci porywacze?
- Jesteśmy na jednej z Farm. - Uniosłam wysoko brwi słysząc jego odpowiedź. 
- Gdzie? - Spytałam zastanawiając się czy mój kuzyn jest jeszcze zdrowy na umyśle. 
- Na razie to nie ważne. - Mruknął widząc jak na niego patrzę. - Ważne, że jesteśmy tutaj bezpieczni.  
- Wcześniej też byłam bezpieczna - burknęłam niezadowolona z jego odpowiedzi. Pokręcił lekko głową. 
- Wiesz co było w tej paczce? - Zmienił nagle temat.
- Nie. - Odpowiedziała dalej zła na kuzyna. - Nie zaglądam do przesyłek. - Prychnęłam.
- Ojciec Chrzestny twierdzi inaczej. - Powiedział poważnym tonem, a mnie serce podskoczyło do gardła. 
-  Skąd to możesz wiedzieć? Jest tu?! - Zapytałam czując ogarniający mnie strach.
Jeśli Ojciec Chrzestny tak twierdzi, to oznacza tylko jedno. Już po mnie. Desmond pokręcił rozbawiony głową.
- Mówiłem ci, że jesteś tu bezpieczna - pogłaskał mnie po głowie. - Znaleźliśmy u niego w biurze zlecenie i raport - przerwał na chwilę. - Zlecenie zapłaty na jedna z jego trefnych firm i raport donoszący o tym, że otworzyłaś przesyłkę. 
Pokręciłam głową nie mogąc już nic zrozumieć.
- Ojciec Chrzestny wysyłał pieniądze na te konto jednemu ze swoich płatnych zabójców - wyjaśnił, a mnie zamurowało. 
  - Nie sądzisz chyba, że mój ojciec chciał... - Nie dokończyłam zdania. 
- Tego samego dnia dopadliśmy jednego z nich. Miał twoje zdjęcia - dodał z powagą, a mnie zakręciło się w głowie od tych wiadomości.
Gdy opanowałam natłok myśli spojrzałam na zamyślonego kuzyna. Od razu zauważyłam, że trapi go coś jeszcze.
- Chcesz mi powiedzieć coś jeszcze? - Zapytałam nie mogąc znieść już ciszy. Desmond westchnął ciężko i spojrzał mi prosto w oczy. 
- On nie jest twoim ojcem. - Wydusił z siebie po dłuższej chwili.
Tego było już za wiele. 
- Najpiew twierdzisz, że zapłacił komuś żeby się mnie pozbyć, a teraz jeszcze mówisz, że on nie jest moim ojcem? Czy dobrze zrozumiałam? - Podniosłam się z poduszki by lepiej go widzieć.
- Tak. - Odpowiedział spuszczając wzrok  
Zakręciło mi się w głowie i z powrotem opadłam na poduszkę.
- Dobrze się czujesz? - Kuzyn nachylił się nade mną zaniepokojony i wtedy dopiero zauważyłam jego bluzę. 
Był ubrany tak samo jak Tamci. Pokręciłam niedowierzając głową. 
- Lana?
- Jesteś jednym z Nich. - Powiedziałam bardziej do siebie niż do niego. Desmond usiadł z powrotem na krześle. Spojrzał na mnie badawczo, nie wiedząc jaka będzie moje reakcja. 
- Jesteś jednym z NICH! - Krzyknęłam z wyrzutem. 
- Tak, należę do Zakonu Asasynów. Jestem jednym z nich, jak to ujęłaś. 
- Chcę zostać sama - warknęłam czując, że mam już wszystkiego dosyć. Nagle cały mój świat wywrócił się do góry nogami.
Desmond tylko potaknął. Wstał z krzesła i ruszył w stronę drzwi. 
- Zaczekaj chwilę! - Krzyknęłam za nim opuścił salę. Kuzyn zatrzymał się nie odwracając do mnie. 
- A Raine? - Zapytałam z nadzieją w głosie. 
- Jest twoim bratem - odpowiedział i zniknął za drzwiami. 
Chociaż to nie było kłamstwem. - Odetchnęłam z ulgą. 

Usiadłam na brzegu łóżka i wpatrując się w posadzkę próbowałam pozbierać wszystkie myśli. Starałam się zaplanować czego chcę jeszcze się dowiedzieć od kuzyna. Na pewno chciałam wiedzieć co się stało z moimi biologicznymi rodzicami. Szybko straciłam poczucie czasu, co wcale mi nie pomagało. Co chwilę zastanawiałam się nad tym ile jeszcze zostało mi czasu. Zaczęłam się rozglądać po sali, która bardziej wyglądała mi teraz na izolatkę. Zamek przy drzwiach potwierdził moje obawy i o ucieczce jak na razie nie było mowy. Martwiłam się o brata. 
Co jeśli, jego też będzie chciał się pozbyć? - Zastanowiłam się i od razu odrzuciłam tę myśl. 
Spojrzałam na oknow drzwiach i dopiero teraz zauważyłam, że przygląda mi się tamten od ukrytego ostrza. Znowu patrzył na mnie tymi niebieskimi, chłodnymi oczami. Posłałam mu zabójcze spojrzenie, ale tylko wyszczerzył zęby w okropnym uśmiechu. 
Co to za typ? - Wzdrygnęłam się i podeszłam do drzwi. Zasłoniłam małą zasłonkę, po czym wróciłam zadowolona na łóżko.  
Co najważniejsze: ból głowy zaczął mijać, a ja w końcu zaczęłam trzeźwo myśleć. Po chwili do izolatki wszedł Desmond. 
- Wszystko w porządku? - Zapytał, gdy zamknął za sobą drzwi. 
- Powiedzmy - odpowiedziałam siadając po turecku. - Ból głowy mija. 
- To świetnie - ucieszył się. - Niedługo będziesz mogła stąd wyjść. - Spojrzałam na niego zaskoczona. 
Mają zamiar mnie stąd wypuścić? - Zdziwiłam się. 
- Jest jednak jeden haczyk - dodał po chwili, a ja przewróciłam oczami, co rozśmieszyło kuzyna. 
- Zamieniam się w słuch - powiedziałam nie chcąc dłużej przeciągać sprawy.
- Musisz wybrać czy chcesz wrócić do domu, czy może zostać z nami - oznajmił patrząc na mnie z nadzieją. 
- Jak mam wybierać znając konsekwencje tylko jednej decyzji? - Zapytałam marszcząc brwi. 
- Jeśli zostaniesz tutaj dowiesz się całej prawdy. Nie wiem czy będzie ci się ona podobać czy nie, ale z czasem się dowiesz się o co w tym wszystkim chodzi. No i zapewnimy ci bezpieczeństwo. Przez cały okres szkolenia nie będziesz opuszczać Farmy. Później jak zdasz egzaminy dostaniesz pierwsze zlecenie i opuścisz to miejsce.
- Pierwsze zlecenie? - Przerwałam kuzynowi. 
- Jak myślisz czym mogą zajmować się asasyni? - Zapytał, a ja od razu zdałam sobie sprawę z tego jak głupie było to pytanie.
- Ok, nie było tamtego pytania - powiedziałam kończąc temat. - A jeśli nie zdam? 
- Szczerze mówiąc to wtedy będziesz żyć tutaj aż do śmierci, - przerwał na chwilę widząc moją niezadowoloną minę - ale nie jest to złe życie. 
- Na przykład? - Spytałam przyglądając mu się uważnie. 
- Tego nie mogę ci teraz powiedzieć. 
- Świetnie. Z jednej strony ścigający mnie płatni zabójcy, a z drugiej mozliwość stania się jednym z nich - podsumowałam. 
- Nie jesteśmy zwykłymi zabójcami na zlecenie -  spojrzał na mnie urażony. - Nie zabijamy nikogo dla pieniędzy. Tylko tyle mogę ci teraz powiedzieć. Decyzję musisz podjąć sama.
Desmond wstał i ruszył w stronę drzwi.
- Wrócę za 15 minut i chcę znać odpowiedź - poinformował mnie po czym zniknął za drzwiami.  

Prychnęłam zła na kuzyna za jego zmienne humory. 15 minut na podjęcie takiej decyzji? Musiałam ostro go wkurzyć. Uśmiechnęłam się pod nosem. Zawsze umiałam trafić w jego słaby punkt i wygarnąć to czego nie chciał słyszeć. Jednak to nie zmieniało faktu, że nie miałam pojęcia na co się zdecydować. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że dam sobie radę z Ojcem Chrzestnym i jego płatnymi zabójcami, nawet z pomocą brata. Westchnęłam ciężko. Tęskniłam za nim. Byliśmy nierozłączni... aż do teraz. Zdając sobie sprawę z tego jak marne są moje szanse przeżycia po powrocie do miasta, miałam tylko jedno wyjście. 

Siedziałam jak na szpilkach, czekając na powrót kuzyna. Gdy w końcu pojawił się w drzwiach, serce podskoczyło mi do gardła. 
- I jak? Podjęłaś decyzję? - Spytał z nadzieją w oczach. Podeszłam do niego i potaknęłam. 
- Tak. Zostanę tutaj, - oznajmiłam - ale pozwól mi zawiadomić Raine'a. 
- Zobaczymy co da się zrobić - uśmiechnął się. - Miałem nadzieję, że podejmiesz taką decyzję - powiedział szczęśliwy i przytulił mnie. 
- Też się cieszę, ale zaraz zgnieciesz mi żebra - wydusiłam z siebie, a kuzyn zwolnił uścisk. 
- Jak się czujesz? - Zapytał przyglądając mi się uważnie. 
- Już dobrze. Ból głowy minął, ale nadal jeszcze jestem zmęczona, a co? 
- Zaczekaj chwilę - mruknął pod nosem i zaczął grzebać w małej szafce. - Gdzieś tu powinny być... O jest!
- Co? - Spytałam próbując zajrzeć mu przez ramię. Wręczył mi białą bluzę, podobną do tej co miał na sobie, lecz bez haftowania i ciemne jeansy. 
- Załóż to. Nie będziesz spacerować po Farmie w pidżamie - uśmiechnął się szeroko. 
- Bardzo śmieszne - burknęłam. 
- To ja zaczekam za drzwiami - oznajmił i szybko ulotnił się z izolatki. 
Szybko przebrałam się w nowe rzeczy, wrzuciłam pidżamę do torby, którą znalazłam pod łóżkiem i w której znajdowały sięmoje stare rzeczy z plecaka i wyszłam z izolatki.
Desmond czekał na mnie za drzwiami tak jak obiecał. Odetchnęłam z ulgą widząc, że korytarz jest pusty. Kuzyn zabrał mi torbę i przewiesił sobie przez ramię. 
- Gotowa? - Spytał dziarskim tonem, a ja potaknęłam.
- Tak. 
- Jeszcze nie - usmiechnął się przebiegle i założył mi kaptur. Przyjrzał mi się jakby oceniał twór znanego projektanta mody i po chwili potaknął z aprobatą.
- Już? - Zapytałam zniecierpliwiona słysząc gwar dochodzący z okolicznych korytarzy.
- Tak. Możemy ruszać - zadecydował i poszliśmy w głąb korytarza, prosto do centrum hałasu, który tak nie wiedzieć czemu, mnie niepokoił. 


Głosuj (0)

dragonfly890 | Powrót | Komentuj |

Kiedy: 14:28:47 15/11/2011
Kto: Angie
IP: 89.69.98.61
89-69-98-61.dynamic.chello.pl
brak www

Treść komentarza:
No co się tu wyrabia do jasnej ciasnej?! ;O
G i H: Co jest?
Ja: Przeczytajcie notkę!
Oni : Chwila.. momento

Nie ukatrupie cie za początek ale za ojca owszem! Jak on... -,- grrr -,-
A co z bratem?!
H i G: OMG teraz to namieszła ;o
Ja: Już ja ją ubiję , że to od miesza...







| Lay&html by ChocolatteSummer dla the-truth.blog4u.pl |